Wilczyca stawiała swoje ciemne łapy na asfalcie. Przechodziła właśnie przez opuszczone miasto. Bloki mieszkalne były puste, niekiedy biło z kliku okien światło jednak nic nie wskazywało na jakieś oznaki życia. Droga przez, którą szła była popękana i pokryta warstwą pyłu lub piachu. Wieżowce były przekrzywione, widać iż bombardowane, bo nie mały kilku pomieszczeń. W niebiosach unosił się dym i zanosiło się na deszcz, który mógłby zmyć brud z tamtejszych ulic. Cassidy stanęła pod latarnią, która gasiła się i znów zapalała. Rozglądnęła się uważnie: nie było nic tutaj pożytecznego, ani ciekawego co mogłoby zwrócić jej uwagę. Przez drogę przebiegło kilka szczurów, a nad nią przeleciały ptaki, które kierowały się na zachód.
- Hmm? – Mruknęła samica i popatrzyła się za siebie. Znała bowiem zasadę z ptakami: gdy ptactwo się zrywa i leci szybko w drugą stronę to znaczy, że coś je wystraszyło. Na razie jednak nie widziała nic co mogło być zagrożeniem dla niej samej. Ruszyła powtórnie. Przenieśli ją do tak zwanej bazy „The Star Warrior” na pozycję stratega. Nie podobało jej się to za bardzo ponieważ w jej starszej bazie miała przyjaciół i znała bunkry jak własną kieszeń jednak postanowili, że potrzebna będzie przeniesiona.
- Może potrzebują większej pomocy? – Zapytała siebie samą i zaczęła snuć różne teorie na temat jej nowej bazy. Przeszła kawałek i znów się zatrzymała. Zmusiło ją to z powodu niejasnego dźwięku jakby targanie jakiegoś ciężkiego metalu. Szybko ukryła się w pobocznej uliczce, nosiła nazwę Schulerweg. Zza zakrętu ujawniło się dwoje ludzi oraz czwórka wilków. Dwójka ze zwierząt ciągnęła na skórze jakieś metalowe działo, było zbyt wielkie i grube jak na taką zwykłą broń. Nagłe koło nich przebiegł cień. Padł jeden człowiek. Kolejny raz cień przebiegł i powalił kolejnego człowieka. Zwierzęta puściły skórę, wszystkie stanęły wokół broni warcząc. Cassidy również postanowiła coś zrobić i nie zastanawiając się wybiegła do nich zakłopotana. ‘Przydały się te ćwiczenia’ pomyślała o grze aktorskiej jakiej kazał jej zagrać dowódca w starej bazie. Wiedziała, że tutejsze wilki mówią po niemiecku, ale bez kłopotu opanowała ten język:
- Pomocy! – Krzyknęła. Jeden z nich podbiegł do niej i spytał się:
- Co się stało? – Popatrzyła się mu w oczy i zaatakowała. Przegryzając tętnicę poplamiła się krwią, ale to nic. Teraz z czwórki została tylko dwójka, tamtego zabrał tajemniczy wilk z kolei wadera zabrała się za kolejnego wilka. Po ‘lekkiej’ jak ona to uznała szarpaninie wreszcie zabiła delikwenta. Teraz nikt nie został prócz tajemniczego wilka i jej. Nagle nieświadoma upadła. Rzuciła się na nią tajemnicza osoba. Teraz gdy leżała na grzbiecie, a wilk stał nad nią nadal nie widziała jego twarzy. Samiec bądź samica naprężył się i już miał zaatakować gdy Cas powiedziała:
- Ja do Star Warriors! – Zakryła łapami oczy by nie widzieć swojej śmierci jednak ta nie nadchodziła.
Aspen?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz